• Wpisów: 393
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: wczoraj, 11:54
  • Licznik odwiedzin: 6 975 / 461 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
zofizmaty
 
Oj, dawno mnie tutaj nie było.

Za to, że wróciłam, podziękujcie serdecznie Scorpionsom - usłyszałam w radiu, pomyślałam sobie, że nie słyszałam tego kawałka od stu lat i nie mogłam powstrzymać się przed podzieleniem się nim z Wami ;)

No, kto go pamięta - ręka w górę :)
 

zofizmaty
 
Przeczytałam, zdębiałam, a cała wiedza ze szkoły średniej poszła się... kochać.

Wklejam w całości, żeby nie zaginęło. Podkreślenia moje.

"Wzory na koszulkach, naszywki, plakaty-symbol liścia konopi indyjskiej jest wszechobecny. Palenie jest trendy. Niewielu jednak zdaje sobie sprawę czym tak naprawdę jest to co nazywają trawką.

Tylko jeden buch

Miłosz ma 19 lat. Marihuany pierwszy raz spróbował w liceum. Miał wtedy zaledwie 17 lat.
-Pamiętam tych dilerów, którzy z dziką żądzą w oczach dawali nam skręty. Czekali na nas pod szkołą i wciskali do ręki po 2,3 skręty. Skusiłem się w końcu-przyznaje Miłosz. -Nie miałem pojęcia co będzie się po tym ze mną dziać. Wziąłem jednego macha i przeniosłem się do innego świata. *W tym świecie nie było Pana Boga, a na ludzi polowały żądne krwi wilkołaki.* Musiałem przed nimi uciekać, a one ciągle rozrywały moje ciało. Gdy się ocknąłem leżałem w szpitalu. Okazało się że przez rok byłem w śpiączce spowodowanej marihuaną.
-Jest to naturalne działanie toksycznej substancji THC zawartej w masie marihuanowej- mówi profesor Jan Głąbek z instytutu ds. substancji toksycznych
-Jedno zaciągnięcie się dymem powstałym w skutek spalania masy marihuanowej potrafi uśmiercić nawet do 30000 szarych komórek-ostrzega profesor


Od palenia do strzykawki

Marihuana wydaje się być dla wielu, lekkim, zabawowym narkotykiem, który można sobie popalić od czasu do czasu, bez żadnych konsekwencji. Nie bardziej mylnego!- mówi *Andrzej (lat 15)*.
-Owszem na początku tylko się paliło. Fascynowały mnie te niesamowicie długie halucynacje, *miesiące wycięte z życia*. Jednak po jakimś czasie okazało się, że przestało mi to wystarczać. Zacząłem *wciągać oczyszczoną marihuanę przez nos*. Dawało silniejszy efekt. Przypłacałem to jednak ciągłym krwawieniem z nosa i notoryczną biegunką. Przyszedł w końcu taki czas że sięgnąłem po igłę.

Wywar z marihuany jest najsilniejszą substancją toksyczną na świecie. *Podczas wojny z sowietami w Afganistanie, Talibowie użyli słoików z wywarem tamtejszej odmiany marihuany zwanej hashish do zatrucia armii wroga. Słoik taki rzucony na pojazd opancerzony sprawiał, że pancerz topił się a wszyscy ludzie dokoła ginęli w strasznej agonii.* (que???) Dziś ów wywar odpowiednio rozcieńczony stosowany jest przez większość narkomanów na świecie. Uzależnienie od marihuany jest tak silne, że przyjmowanie kolejnych dawek staje się najważniejszą potrzebą jaką odczuwa uzależniony.

Codziennie na świecie *z powodu przedawkowania marihuany umiera około 500 000 000 ludzi*. (ile??? 500 mln?) Lobby marihuanowe krzyczy jednak że są to dane zakłamane, gdyż nikt od "jarania" jeszcze nie umarł. Nie wspominają oczywiście o przyjmowaniu dożylnym. Równocześnie podają oni argument że alkohol również niesie za sobą tysiące ofiar. *Ostatnie badania wskazują jednak że nie zanotowano ani jednego przypadku utraty zdrowia bądź życia w wyniku spożywania alkoholu (nawet w dużych ilościach)*.
Pan Stefan (lat 50) pije codziennie od 14 roku życia. Raz za czasów strajków robotniczych zdarzyło mu się zapalić tzw. "trawkę" podaną mu przez znaną obecnie osobistość, zajmującą ważne stanowisko w rządzie. Obecnie pan Stefan przebywa w szpitalu z powodu marskości wątroby-jednego z objawów jakie zostawia po sobie konopia.
-Tyle lat piłem i nic mi nie było. Raz człowiek jakieś świństwo zapalił i już się okazuje po latach że z powodu tego wątroba mu pada-żali się pan Stefan.

Marihuana-zrób to sam!

Marihuana, a właściwie masa marihuanowa jest strasznie prosta w produkcji.
Pierwszym etapem produkcji jest zasadzenie krzaków konopi (tzw. opium),które następnie podlewa się benzyną.Po 2 miesiącach oczom hodowców ukazuje się dorodny ociekający mleczkiem pączek (tzw.szczyt).Owe mleczko zbiera się i dostarcza do tzw. cegielni. Tam też mleczko jest rozcieńczane przy pomocy ACE (co nadaje dymowi specyficznego "kopa")a następnie dodawana jest farba (w zależności od rodzaju używa się różnych odcieni zielonego oraz brązowego).
Tak przygotowany płyn mieszany jest z mieszaniną mąki i cementu co tworzy tzw  "cegłe" która następnie po osuszeniu jest kruszona i jako tzw "topy" trafia do sprzedaży. Część otrzymanej marihuany jest jednak oczyszczana kilkukrotnie by otrzymać biały proszek-tzw.kokainę.Kokaina wymieszana z proszkiem do pieczenia oraz *serkiem feta* (następuje wtedy fermentacja sera co nadaje substancji specyficzne właściwości) daje produkt znany jako amfetamina.

Obywatelu walcz

Teraz gdy wiemy już wszystko o śmiercionośnej roślinie jaką jest konopia nie bójmy się z nią walczyć! Donoszenie na narkomanów, osoby noszące jej symbol (tzw. dilerów),oraz kogokolwiek tylko podejrzewacie jest Waszym obowiązkiem. Stańcie do walki o lepszą przyszłość! O przyszłość bez marihuany!

źródło:koszernyblog.blogspot.com/(…)marihuana-biaa-smierc.…"

:o

A mnie się głupiej wydawało, że opiaty, konopie, amfetamina i kokaina, to wszystko różne bajki. A tutaj: niespodzianka!
  • awatar Kushami:

    “Tyle lat piłem i nic mi nie było. Raz człowiek jakieś świństwo zapalił i już się okazuje po latach że z powodu tego wątroba mu pada-żali się pan Stefan.”

    Buahahahahaha :D
  • awatar tfu: umarłam :D
  • awatar dezerter: Ktoś tam musiał nieźle zajarać
Pokaż wszystkie (3) ›
 

zofizmaty
 

You can also do it in a hard way. How?

Repeat it ten times without phase 5 :/
 

zofizmaty
 
Bo w tym cały jest ambaras, żeby dwoje chciało na raz.

Wiem, że lecę w potworny banał, ale jak mnie coś ściska w dołku i puścić nie chce, to ubranie problemu w wyświechtaną frazę dość brutalnie mnie otrzeźwia. Jak przyjacielski strzał w potylicę: ty tutaj tragedię grecką odstawiasz, a identyczne smuteczki przeżywa 80% nastolatków na świecie, począwszy od czasów Wertera. Weźże się ogarnij może, co? Choćby wiek Cię zobowiązuje.
  • awatar treblinka: podpisuję się stopą, głową, ręką i zgadzam niebywale, że takie zachowanie nienajznakomitszym jest, a jednak jakoś nie potrafię nie werterować, w dodatku nie czuję się przez to typowym nieudacznikiem, bo przecież miłość to taki głupi silniczek (ta nieszczęśliwa też) ludzi wielkich!:D bagatelizowanie własnych problemów nie jest moją mocną stroną, więc biorę je na poważnie i... werteruję.
  • awatar Zofizmaty: @treblinka: podoba mi się Twoje rozumowanie :) Zresztą ja nie łączę werterowania z nieudacznictwem, tylko z rozpaczliwym pochlipywaniem w poduszkę. A ja bardzo nie lubię siebie pochlipującej.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

zofizmaty
 
Znakomita większość moich historii wyjazdowych ma jeden wspólny mianownik: uwielbiam wyprawy z moim tatą. Uwielbiam mimo pewnych drobnych niedogodności, a może właśnie dzięki nim.

Nocujemy zawsze w samochodzie, zaparkowanym nad jeziorem, nad rzeką, z boku pola, gdzie wypadnie. Jemy zabrane ze sobą kanapki i konserwy popijając kupowaną na stacjach kawą na wynos. Myjemy się na stacjach benzynowych, gdzie człowiek ekspresowo uczy się brać prysznic nie dotykając nawet kawałkiem skóry armatury.

Dlatego też nazywam te wypady wyprawami. Od czasu zapoznania się z Łysiakowym MW perfekcyjnie kojarzą mi się z atmosferą opowiadania "Kuter". Widać dziewczyny też tak mają, albo mam tak dlatego, że zawsze chciałam trochę być chłopcem...

Czasami po drodze kupujemy wino i opatuleni śpiworami popijamy je z butelki albo plastikowych kubków. Wtedy tata zaczyna opowiadać - o historii, o świecie, o geografii i o zabytkowych samochodach :)

Tylko On potrafi wymyślić wyjazd na trzy dni do Salsburga, żeby posłuchać wieczornych koncertów z okazji Zielonoświątkowego Festiwalu Mozartowskiego, albo wypad do Kopenhagi po odbiór Studebackera. Tam i z powrotem. Bez przerwy, zmieniając się tylko za kierownicą. Bez wielogodzinnych rozmów, ciesząc się tylko swoją obecnością.

Tak też było i tym razem - jechaliśmy po odbiór samochodu w okolice Kolonii, zahaczyliśmy więc po drodze o targi Techno Classica w Essen :)
 

zofizmaty
 
O mały figiel pożegnałabym się dzisiaj z aplikacją, o dziwo bez mojej winy.

Ktoś czegoś nie dopilnował i przez trzy miesiące nie wpływały opłaty za moje szkolenie. Zaś największą zbrodnią, jaką można popełnić w korporacji, to nie opłacić składki. Niemalże wszystko inne zostanie wybaczone, zapomniane lub zrozumiane, ale nie brak regularnych wpłat.

Po chwilowym ataku agresji i kilku bardzo nerwowych telefonach udało się ustalić winnych i mniej dla mnie inwazyjnie ukierunkować spływającą lawinę kupy.
____________________

Wycieńczona chwilową nerwówką opadłam na wyrko i dla relaksu zaczęłam przeglądać zdjęcia i notatki z wyjazdu. Oznacza to niezbicie, że będę Was teraz raczyła swoimi turystycznymi wspominkami i terabajtami zdjęć ;)
  • awatar tatanka: Jak widać nie tylko w wojsku najważniejsze to znaleźć winnego, ukarać niewinnego i nagrodzić dowódców. Albo jak w jednym z komiksów - 'pierwszym krokiem rozwiązania problemu jest przypisanie komuś winy' (bleh,jednak lepiej brzmi w ang. oryginale)
Pokaż wszystkie (1) ›
 

zofizmaty
 
Udało nam się wczoraj wydłubać zawartość skrzynki na listy i znaleźliśmy w niej informację skierowaną do osoby, której nikt z nas nie zna, że komornik w asyście policji zamierza wdzierać się do naszego lokum.

Karteczka, którą nam pozostawiono, wskazywała dane komornika i wypisane ręcznie: nazwisko, numer telefonu oraz sygnaturę akt.

Zadzwoniłam wczoraj pod zapisany numer - odebrał jakiś gentleman i oświadczył, że nie wie o co chodzi. Komornik na podanym stacjonarnym nie odbierał w ogóle. Zaalarmowany właściciel zeznał, że również nie wie, co się dzieje.

Próby dowiedzenia się o co do diabła chodzi, podjęłam ponownie dzisiaj. Dowiedziałam się, że komornik dysponuje sądowym tytułem wykonawczym zezwalającym na podjęcie czynności egzekucyjnych z mieszkania pod naszym adresem i zamierza on do nich przystąpić. Wierzy wprawdzie, że nie mamy zielonego pojęcie, kim jest osoba poddana egzekucji oraz że nie mamy ze sprawą nic wspólnego, ale cóż z tego, skoro w papierach wszystko się zgadza. Jakby co, możemy złożyć oświadczenie, że "to nie my", ale przyznam, że z kpc nie przypominam sobie takiej drogi przeciwegzekucyjnej.

Coś czuję, że sprawa skończy się z łomotem w sądzie, chociaż zupełnie sobie takich praktyk z postępowania cywilnego nie życzyłam...

Coś takiego musiało wybuchnąć tuż przed moim tygodniowym wyjazdem.
  • awatar tatanka: jednak czasem dobrze być prawnikiem ;)
  • awatar Zofizmaty: @tatanka: oui, choć nieczęsto ;) będę się bała mniej niż ktokolwiek inny, a piekliła na bezmyślność wymiaru sprawiedliwości tak samo jak wszyscy. Niemniej sprawa ma wysoki potencjał trącący Kafką, Bareją i Mrożkiem jednocześnie, więc jest szansa, że da nam wszystkim wiele niezapomnianych i wesołych wrażeń ;)
Pokaż wszystkie (2) ›
 

zofizmaty
 
Jedyny komentarz, na jaki mnie stać po połknięciu "Morta", "Wiedźmikołaja" i połowy "Kosiarza" to pełen wiernopoddańczego oddania okrzyk "Terry Pratchett jest Wielki!" :)
pony.jpg
  • awatar tatanka: ciekawe co powiesz po cyklu o straży miejskiej. Vimes jest nieustająco w pierwszej trójce mojej listy 'bohaterowie literaccy którym urodziłabym dziecko'
  • awatar Szymon Piotr: @tatanka: Tylko kto by potem to dziecko doglądał :]]]
  • awatar tatanka: @Szymon Piotr: oj tam, chowałoby się na komendzie, zresztą - jak pokazują dalsze tomy - vimes jest świetnym ojcem
Pokaż wszystkie (7) ›
 

zofizmaty
 
Wielogodzinne negocjacje zakończone sukcesem - wyjeżdżam na coś w rodzaju wakacji :)

Jutro wyjazd, w środę Berlin, w czwartek Essen, w piątek Kopenhaga, w sobotę powrót do Berlina, w niedzielę Wrocław, a w poniedziałek Toruń. Ciekawa jestem, co pójdzie nie tak, bo jadę z Moim Szanownym Rodzicielem, który umiejętności "prowizorka" i "spontaniczność" rozwinął do granic perfekcji.

Wymyśliłam za to, co będzie wisienką na torcie tego tygodnia, na myśl o którym szeroki uśmiech już rozświetla mi gębusię: sobotni koncert Florence and The Machine w Berlinie!

Trzymajcie kciuki, to jest tak fajne i tak nieprawdopodobne, że może się udać! :D
  • awatar dezerter: Fajnie masz, udanych wojaży życzę
  • awatar Edi?: Moje gratulacje, udanego wypoczynku życzę :)
  • awatar Zofizmaty: dziękuję :)
Pokaż wszystkie (3) ›
 

zofizmaty
 
Nigdy nie przypuszczałam, że osoby poznane w przeciągu ostatniego półtora roku staną mi się bliższe, niż ludzie, których znam od ponad 10 lat.

Dziwne.