Moje rodzeństwo, Rodzicom dzięki, nie kończy się na moim wyrodnym Bracie. Pobłogosławiło mnie także starszą Siostrą, którą przy okazji wizyty Młodego postanowiliśmy odwiedzić, bo mieszka niedaleko Krakowa.
Moja wspaniała Siostra jest żoną mężowi, matką trójce dzieci i wredną Małpą, którą kocham całym swoim czarnym prawniczym serduszkiem.
Jak by mnie czasem nie irytowała, tak przez ilość radosnych wspomnień z dzieciństwa, dzielenia z nią pokoju, wylewania w jej ramię dziewczyńskich łez, tajniackiego czytania pamiętnika, bezbłędnego rozeznania w bieżących chłopcach i wysłuchiwania jej pierwszych dorosłych spraw zawsze wszystko jej wybaczę.
Tym bardziej, że i ona bez pudła rozpoznaje wszystkie moje złe humory dzwoniąc bez powodu czy dobrego pretekstu akurat wtedy, kiedy nie mam się do kogo zwrócić. Kiedy mam dołek finansowy, a ciepłego posiłku nie widziałam od dwóch tygodni siłą ściąga do siebie, karmi i przy wyjściu wciska do ręki węzełek z jedzeniem.
Dzisiaj przy wizycie, bez pytania i gadania zostaliśmy z Młodym uraczeni niedzielnym obiadem i domowym, najlepszym na świecie ciastem. Na drogę dostaliśmy produkowane z olbrzymim poświęceniem (14h przy blaszkach) migdałowe ciasteczka świąteczne, zachomikowane na czarne godziny i inne smuteczki przez moją zapobiegliwą Siostrę.
Dzięki wyśmiewaniu nad herbatą przy kuchennym stole historii naszej złośliwej młodości, psucia randek i donosów do rodziców cała złość na Młodego wyparowała. Młodego, który w końcu przepisał na czysto wypracowanie i teraz leży zwinięty na kanapie i dobrowolnie czyta MW Łysiaka.
Jednak czasem trochę fajnie mieć rodzeństwo
-
vickyy69:
-
dezerter:
-
Zofizmaty:
Pokaż wszystkie (4) ›