Po dzisiejszych atrakcjach będę odmarzać chyba jeszcze ze dwa dni.
Prezentację, o której wspominałam wcześniej, miałam dzisiaj. W ośrodku, w którym temperatura w porywach nie przekraczała jakichś 14oC. 14!!! To niehumanitarne!
Najtwardsi zawodnicy założyli wszystko, co mieli w bagażu na dwa dni pobytu. Ja, zmarzluch niepoprawny, wbiłam się w dwie pary rajstop, dwa golfy, podkoszulek i użyczony z dobrego serca wełniany sweter kolegi i nie byłam w stanie powstrzymać trzęsących się kolan. Po godzinie wszelkie obiekcje ustąpiły i włożyłam kożuch.
Jakby tego było mało, zasięg gubił się tam niezależnie od przyjmowanej pozycji oraz prób zachowania bezruchu (bardzo niezdrowych), a do miejscowego internetu nie byliśmy w stanie się podłączyć. Co z kolei nie pozwalało na kontakt z Kancelarią i wywołało lawinę rozpaczliwych maili (które nie dochodziły) i telefonów (które się rwały).
I tak 9h z godzinną przerwą, podczas której szef, kolega i ja postanowiliśmy się udać na poszukiwanie internetu i choćby odrobiny ciepła do jakiejś lokalnej knajpy.
W takiej atmosferze moja prezentacja o 18:15 była smutnym prawniczym przynudzaniem przeraźliwie zmarzniętej i wściekłej blond dziewuszki występującej w swetrze kolegi, za dużym o jakieś cztery rozmiary.
D i s a s t e r.
Poniżej jedyny plus dzisiejszego dnia. Pamiętam nawet, kiedy ostatni raz ten utwór słyszałam, ale nie wiem, jak mogłam o nim zapomnieć: frazą "Blame, no-one is to blame" mogę się upijać do nieprzytomności
-
dezerter:
-
Zofizmaty:
Pokaż wszystkie (2) ›